wtorek, 03 sierpnia 2010
Ogłoszenia parafialne: część pierwsza i ostatnia
Dzięki za wszystkie komentarze w tym miejscu!
Piszę te słowa, aby się,z jednej strony, pożegnać, z drugiej, przywitać.
Moja aktywność na polu blogersko-literackim w zasadzie się nie zmienia,zmieni się jednak jej miejsce, a także to, że od tego momentu bawić się będę w tandemie, nie w pojedynkę.
Nowe miejsce pod następującym adresem:
http://czytnikliteracki.blogspot.com/
zapraszamy serdecznie!:)
ten blog będzie zostawiony dla potomności, ale nie pojawią się już na nim nowe wpisy.
niedziela, 25 lipca 2010
Magdalena Gałkowska w Kontener Art
27.07.2010 o godzinie 20:30 w Kontener Art (Stare koryto Warty w Poznaniu, ul. Chwaliszewo) odbędzie się spotkanie z Magdaleną Gałkowską
Prowadzenie: Edward Pasewicz
Magdalena Gałkowska (ur. w 1975r w Poznaniu) poetka, cyklistka, basistka, miłośniczka kotów i czarnej magii. Debiutowała w 2009r tomem poezji "Fabryka tanich butów" wydanym w ramach nagrody głównej w XIV OKP im. Jacka Bierezina. Nadal produkuje i fabrykuje głównie poezję, w porywach muzykę i recenzje. Czasami męczy kolegów i koleżanki po piórze zadając głupie pytania. Chciałaby pisać jak Robert Lowell, ale na razie jeszcze tak nie... pisze. Zawodowo związana z branżą nieruchomości. Mieszka i pracuje w Poznaniu.
piątek, 23 lipca 2010
The glass bottle trick*
MG
Kiedy studiowałaś podręcznik do fizyki, dowiedziałaś się, że można nagie, ugotowane jajko umieścić w butelce przy pomocy zaledwie jednej zapałki. Później miłość nazwałaś w wierszu chorobą tego lata, gdy lipiec jest powodzią potu, a sierpień tak wysusza gardło, że nie da się więcej mówić. Dlatego dokończą za ciebie: plujesz krwią, bo nie ma metafor, bo nazywałaś po imieniu, a teraz jego imię przenika do płuc i do naczyń. Szepczesz: uwolnij mnie; on mówi: wedle wierzeń twoich bogów jedyną drogą by uwolnić duszę jest rozbicie butelki -
będziesz naga, gładka i czysta jak jajko bez skorupki, pójdziesz boso, po omacku, z wypaloną zapałką, a ja będę nadal pożerał cię wzrokiem.
*tytuł opowiadania Nalo Hopkinson
wtorek, 13 lipca 2010
Dwa wiersze o godzeniu się
Alba - Philip Larkin
Tyram cały dzień, potem piję, żeby zasnąć. O czwartej budzę się w bezgłośny mrok i patrzę. Za jakiś czas firanki ponakłuwa jasność. Na razie widzę to co jest właściwie zawsze: Nie znającą spoczynku śmierć, w tej chwili bliższą O cały jeden dzień, śmierć, która poza myślą O tym, jak, gdzie i kiedy będę sam umierał. Nie pozwala na inne. Jałowe pytania, Lecz groza śmierci, groza umierania Ciągle na nowo błyska, dech w piersi zapiera. Oślepia myśli ten błysk. Wyrzuty sumienia? Nie, rzecz nie w żalu, że się wyrządziło mało Dobra, skąpiło się komuś serca, bez zmrużenia Oka trwoniło czas - i nie w tym, że się miało Jedno życie, a całe zeszło na naprawach Błędnych początków; nie to; raczej - ta jaskrawa Pewność zupełnej pustki, tam, u kresu zniszczeń I zniedołężnień: to, że tak totalnie człowiek Nieobecnieje - tutaj, tam, gdziekolwiek - I już wkrótce; nic nie jest straszliwsze, prawdziwsze. Nie ma magicznych sztuczek, które by rozwiały Ten jeden strach. Religia wmawiała jak mogła - Rozsnuwając zmurszałe brokaty, chorały - Że wcale nie umrzemy, a cała rzecz w modłach; Z drugiej strony - ta słuszna na oko piosenka: "Kto myśli racjonalinie, nie może się lękać Czegoś, czego i tak nie będzie czuł" - jak gdyby Brak dźwięku, woni, smaku, kontaktu, nadziei - Narkoza, z której się nie przytomnieje - Nie był właśnie istotą całej tej ohydy! I tak to trwa, na samym skraju naszej wizji: Rozmazana, nieostra plamka, która zwarzy Chłodem każdy nasz impuls, zmrozi w brak decyzji. Większość rzeczy nie zdarza się: lecz ta się zdarzy, I zdanie sobie z tego sprawy jest tym ogniem, Który buzuje w piecu naszych osamotnień, Gdzie zmory widzi każdy, abstynent czy opój. Nie straszyć innych - tyle znaczy odwaga. Tobie - uniknąć grobu nie pomaga: Śmierć jest śmiercią, czy skomlesz, czy stawiasz jej opór. Zwolna wzmacnia się światło, pokój wyraźnieje. To, co wiemy, co zawsze wiedzieliśmy, stoi Przed oczami jak szafa: że nie ma nadziei Ucieczki. Nikt nie przyjmuje tego jako swojej Prawdy. Lecz będzie musiał. Tymczasem w uśpionych Biurach przysiały już do skoku telefony I świat, ten wynajęty, zawiły kłąb zdarzeń Ruszy zaraz, nie dbając, że kogoś z nas straci. Niebo jest białe jak glina. Do pracy. Listonosze już krążą jak czujni lekarze. ( Przełożył Stanisław Barańczak )
Anno domini - Jakobe Mansztajn
anno domini, jest prawie północ, gdy zaczynam układać ten smutny i pełen zwątpienia list do ciebie. wiele zdążyliśmy sobie powiedzieć ostatnim razem, wiele słów gorzkich jak gorzka jest gorzka herbata
przez zaciśnięte wycedziliśmy zęby i zdać by się mogło, że temat między nami został wyczerpany, że już nie ma o czym i właściwie nie ma z kim. lecz ty znów przychodzisz, anno domini, w pustym rozsiadasz się
w mieszkaniu i tę samą jak co roku rozpoczynasz historię: dawno temu, w zamierzchłych czasach spokoju, gdy cukru nie było albo nie był potrzebny, pijało się herbatę gorzką i gorzka smakowała najlepiej.
niedziela, 04 lipca 2010
Dwa wiersze romantyczne
Antoni Edward Odyniec i Juliusz Słowacki
Epilog do ballad niewiadomo co czyli Romantyczność
Szło dwóch w nocy z wielką trwogą, Aż pies czarny bieży drogą. Czy to pies, Czy to bies?
Rzecze jeden do drugiego: Czy ty widzisz psa czarnego? Czy to pies, Czy to bies?
Żaden nic nie odpowiedział, Żaden bowiem nic nie wiedział. Czy to pies, Czy to bies?
Lecz obadwaj tak się zlękli, Że zeszli w rów i przyklękli: Czy to pies, Czy to bies?
Drżą, potnieją, włos się jeży, A pies bieży, a pies bieży. Czy to pies, Czy to bies?
Bieży, bieży, już ich mija, Podniósł ogon i wywija, Czy to pies, Czy to bies?
Już ich minął, pobiegł daléj, Oni wstali i patrzali. Czy to pies, Czy to bies?
Wtem, o dziwo! w oka mgnieniu, Biegnąc daléj, zniknął w cieniu. Czy to pies, Czy to bies?
Długo stali i myśleli, Lecz się nic nie dowiedzieli, Czy to pies, Czy to bies?
Tomasz Majeran
***
Listopad, puste ulice przed zmierzchem, wiatr. W taką porę nic tylko brnąć po kolana w tumanach liści z białym balonikiem w dłoni lub strzelić sobie w łeb. Za wszelką
cenę wyłamać się z pejzażu. Oto jest odpowiedź. A pytanie to samo, co zawsze: dokąd podąża gasnący uśmiech na wargach dnia, na moich wargach?
Bo jednak mijam. I drżę jak ten cymbał brzmiący głosami zmarłych, niekochanych. Bo czarno widzę, panie Schopenhauer,
bo łapię się za głowę i znajduję we włosach porzucony przez topolę liść miłosny. Czy poznam jego treść? Nie.
Joanna i alergie
Jo rechocze, że ja, typowy mieszczuch, nie potrafię odróżnić klekotu bociana od stukotu dzięcioła. Przecież w tej temperaturze wszystko zrównuje się jak lawa, lepi i zlewa do kubka z herbatą lipową.
Ja: Zrywać kwiaty lipy to takie poetyckie jak, nie przymierzając, bycie prząśniczką, Jo: Jest kolosalna jakościowa różnica między cierpliwym operowaniem pajęczą nicią, a odrywaniem pięknych, pachnących główek od matecznika.
Choć może ona widzi więcej, wchodzi na drabinę podczas gdy ja wyciągam ręce i zrywam z pozycji ziemi. I ja chcę trzymać się schematu całości, ona obserwuje,
jak wprost proporcjonalnie do wysokości rozrzedza się konsystencja, a rzeczy rozpadają się na cząstki elementarne. Każdy gatunek rośliny ma swój własny pył.
czwartek, 10 czerwca 2010
You will never walk alone
Śniło mi się, że nazywam cię suką, przy czym nie chodzi o człowieka, ale o gasnącego, bezdomnego psa, z coraz rzadszą, rudą sierścią (ogniem coraz bardziej zapadającym się do środka), na przykład na opuszczonej stacji moskiewskiego metra.
Zresztą, mogę się mylić, bo twoją płeć tym trudniej mi określić, że jestem oddalony o tysiąc trzysta kilometrów (nawet tam, nawet dla ludzi, którzy przechodzą obok ciebie, ale boją się dotknąć, jesteś obca, obca, obca).
Śniło mi się że masz mundur czerwonej rewolucjonistki i gdy idziemy późną wiosną na Patriarsze Prudy, twoja twarz jakby stawała się bezkształtna z gorąca, twój głos
mechaniczny jak spikerka w pociągu. Usiłujesz wtopić się we mnie, być moim cieniem. Masz raka i gasnąc nieludzko wyjesz z bólu.
poniedziałek, 31 maja 2010
Pierwszy wiersz dla Ewy
E & K
Widziałaś Go tej nocy? Nie, Ewo, widziałam psa rasy husky. Takie uciekają z domów, nocą ich wzrok zdaje się czerwonym światłem. Mają Boga tej samej rasy co my: jest niewidoczny, słucha, zamiast patrzeć i rejestrować w oczach zbyt wyraźne więzy krwi. Słyszałam wycie, jakby przyjmował papierowy opłatek, który daję tobie: ciało dojrzewa do reguł tego świata, żółknie. Płonie w ustach, rozkazuje: mów. Widziałaś? Widziałam psa rasy husky, wyobraziłam sobie, że mógłby być naszym dzieckiem. Jednym z bóstw które rodzą się i oddalają.
Maj 2009
poniedziałek, 17 maja 2010
Small Resurrections
JK Some poets wash the dishes only after the dead. Maybe because of their depressive devotion to filth, maybe because they demand certainty. Anyway,
this research method is not safe. Lurking in the dark, impenetrable lanes, analysis not distant, but on the verge of madness, queer studies. Everything is queer. Either dirty or untouched.
The string I meant to follow ends as early as the evening when I met a boy, such a kind boy with such a gentle face, such a gentle face as every single boy that understands me.
But now there is no trace of him apart from a hair tiny little hair, even not the whole but just an ending. It is so cruel. He has vanished so profoundly, that I am not sure if he is a killer or a prey.
translation mine
środa, 05 maja 2010
Małe rezurekcje
JK
Niektórzy poeci zmywają naczynia jedynie po zmarłych. Być może to depresyjne przywiązanie do brudu, być może domaganie się pewności. W każdym razie
ta metoda naukowa nie jest zbyt bezpieczna. Ciche przemykanie po peryferyjnych zaułkach, psychoanaliza nie z dystansu, a na granicy szaleństwa, queer studies. W końcu wszystko jest queer. Nieczyste albo nietykalne.
Nitka, po której chciałem iść, kończy się zbyt szybko. Jak tamten wieczór, w którym poznałem chłopca, takiego ładnego chłopca, miał delikatne rysy twarzy, jak wszyscy chłopcy, którzy mnie rozumieją.
Ale w śladach po nim, w tym, że został tylko włos, mały włos, nawet nie całość a końcówka, w tym nie ma żadnej subtelności. Zniknął tak skutecznie, że nie wiadomo właściwie, czy jest mordercą czy ofiarą.
|
Zakładki:
Friends
Literackie
Muzyka
Others
|